Dlaczego szukamy „naszego człowieka”, mimo że to coś ważniejszego: odkrycie naukowców, które zmienia wszystko

Mamy obsesję na punkcie znalezienia kogoś, kto jest taki jak my.

Kogoś, kto będzie podzielał nasze gusta, poglądy, nawyki, a nawet wady, donosi korespondent .

Badanie przeprowadzone przez naukowców z Washington State University wywraca ten obraz do góry nogami. Okazuje się, że ogólny poziom ciepła i troski między partnerami jest ważniejszy niż to, jak bardzo są do siebie podobni w sposobie wyrażania tych emocji.

Zdjęcie: Pixabay

Corey Floyd i jego koledzy przebadali 141 par i odkryli, że nawet jeśli jedna jest emocjonalna, a druga powściągliwa, czują się szczęśliwsi niż para, w której oboje zachowują zimną krew. Nie chodzi więc o przypadek, ale o ilość miłości, którą potrafisz dać.

Atmosfera ciepła tworzy właśnie „rezerwę dobrej woli”, która pomaga łagodzić konflikty. Kiedy wiesz, że jesteś kochany, drobne domowe sprzeczki nie są już katastrofą.

Spędzamy lata szukając nie tylko kogoś, kto wygląda podobnie, ale kogoś idealnie podobnego. Tworzymy kwestionariusze, chodzimy na randki, eliminujemy „nieodpowiednich”.

Ale psycholog wyjaśnia: na etapie zakochania mózg wyłącza krytyczne myślenie, widzimy tylko zalety. Może to trwać od sześciu miesięcy do dwóch lat.

A potem przychodzi proza życia. Zauważasz, że twój partner nie odkłada nakrętki z pastą do zębów, chrapie w nocy albo za głośno rozmawia przez telefon. I tutaj zbieżność charakterów nie jest już odpowiedzią.

Kolejną rzeczą, która ratuje sytuację, jest umiejętność okazywania czułości dokładnie tak, jak potrzebuje tego konkretna osoba. Według psychologów spersonalizowana opieka działa skuteczniej niż jakiekolwiek uniwersalne recepty.

Ktoś potrzebuje słów zachęty, ktoś potrzebuje piętnastu minut dobrej jakości czasu bez telefonów. Trzecia osoba potrzebuje dotyku, ale tylko w wolnym tempie i przy zgaszonym świetle.

Psycholog Leah Lee zaleca przytulanie, trzymanie się za ręce i całowanie przez cały dzień bez żadnego powodu. Działania te stymulują syntezę oksytocyny, hormonu zaufania i uczucia.

Dotyk ma nawet działanie przeciwbólowe. Radość z obecności ukochanej osoby jest tak silna, że kontakt fizyczny zmniejsza poziom stresu i bólu.

Badanie przeprowadzone przez niemieckich naukowców, które trwało 13 lat i objęło ponad 7 tysięcy par, wykazało jeszcze ciekawszą rzecz. Ludzie, którzy przestają śledzić „kto komu co zawdzięcza”, stają się szczęśliwsi.

Ci, których skłonność do kalkulacji spadała wolniej, szybciej tracili satysfakcję ze związku. Nawet krótkoterminowy wzrost „myślenia transakcyjnego” zmniejszył satysfakcję – zarówno w danym momencie, jak i dwa lata później.

„Nasze wyniki pokazują: kiedy ludzie zaczynają koncentrować się na tym, aby wszystko było „sprawiedliwe”, ich relacje stopniowo się pogarszają” – wyjaśnił autor badania Heen Gideon Pak .

Co ciekawe, podobieństwo między partnerami pod tym względem nie było korzystne. Jeśli jeden z nich był podatny na kalkulację „należy się – jest dane”, satysfakcja w parze spadała, niezależnie od tego, czy druga osoba podzielała takie poglądy.

Miłość nie żyje według ksiąg rachunkowych. Troska i hojność wzmacniają relacje, podczas gdy ciągłe oczekiwanie wzajemnych gestów niepostrzeżenie podkopuje zaufanie i ciepło.

Kiedy więc następnym razem będziesz oceniać nowo poznaną osobę pod kątem „nasze – nie nasze”, pamiętaj: ważniejsza jest nie zbieżność gustów, ale to, czy umie po prostu być obok. Ciepły. Prawdziwy. Bez kalkulatora w głowie.

Bo idealne podobieństwo nie uchroni przed samotnością razem. Ale szczere ciepło leczy nawet najgłębsze rany.

Czytaj także

  • Jak nauczyć się ufać po zdradzie: mapa drogowa od psychologa, która działa
  • Dlaczego tolerujemy to, czego nie możemy tolerować: psycholog o cenie, jaką płacimy za iluzję miłości

Share to friends
Rating
( No ratings yet )
Praktyczne porady i lifehacki na co dzień