Ze zdziwieniem czytamy wiadomości o kobietach, które latami znosiły przemoc domową.
Lub o mężczyznach, którzy zostali upokorzeni i zdewaluowani, podczas gdy nadal niosą kwiaty swoim oprawcom, donosi korespondent .
Psycholog z wieloletnim doświadczeniem wyjaśnia to w prosty sposób: ludzie nie tolerują, wybierają znany ból zamiast nieznanego. Strach przed odejściem jest często silniejszy niż strach przed pozostaniem, ponieważ odejście oznacza skok w pustkę.
Zdjęcie: Pixabay
Druga kwestia to tzw. korzyści wtórne, o których piszą specjaliści od pracy ze współuzależnionymi. Ofiara otrzymuje uwagę, litość, wsparcie od innych i poczucie własnej wartości poprzez cierpienie.
Czy brzmi to cynicznie? Być może. Ale właśnie dlatego ludzie przez lata kręcą się w kółko, narzekając na dziewczyny i przyjaciół, ale niczego nie zmieniając. Boją się utraty tej znanej roli.
Trzecim czynnikiem są traumy z dzieciństwa, które tworzą scenariusz życia. Dziecko, które dorastało w rodzinie, w której na miłość trzeba było zasłużyć dobrym zachowaniem, jako dorosły wybierze partnerów, na których miłość również trzeba zasłużyć.
Po prostu nie wie, że istnieje inny sposób. Że można być cenionym za nic, bez warunków, bez upokorzeń i bez konieczności znoszenia. Ta wiedza nie jest osadzona w jego obrazie świata.
Dlatego rada „po prostu odejdź” dla takich ludzi brzmi jak kpina. Odejście oznacza dla nich pozostanie w pustce, w której nie ma punktów odniesienia, żadnego znajomego scenariusza, nawet bólu, do którego są przyzwyczajeni.
Psycholog w swoich pracach podkreśla: na etapie zakochania mózg wyłącza krytyczne myślenie i nie zauważamy czerwonych flag. I wtedy włącza się mechanizm „już tyle zainwestowałem, szkoda rezygnować”.
Ekonomiści nazywają to „błędem utopionych kosztów”. Psychologowie nazywają to „pułapką inwestycyjną”. Im więcej czasu, wysiłku i emocji wkładamy w związek, tym trudniej jest uznać, że wszystko poszło na marne.
Ale prawda jest taka, że to nie było na nic. To było doświadczenie. Doświadczenie, które pokazało ci dokładnie, jak tego nie robić. Doświadczenie, które uwypukliło twoje słabości, które należy leczyć, a nie zalewać nowymi związkami.
Badania popularnych tematów na forach psychologicznych potwierdzają: temat współuzależnienia i krzywdzących związków jest jednym z najczęściej omawianych. Ludzie szukają odpowiedzi, chcą zrozumieć, jak wydostać się z tego błędnego koła.
I jest na to odpowiedź. Brzmi prosto, ale jest trudne do spełnienia: musisz zacząć budować relację z samym sobą. Przestać szukać wybawiciela na zewnątrz i stać się wsparciem dla samego siebie.
Dopóki poczucie bezwartościowości żyje w środku, każdy partner będzie je odczuwał i, świadomie lub nie, wykorzystywał. Ponieważ nieszanowanie osoby, która nie szanuje siebie, jest naturalną reakcją nawet dla najlepszych ludzi.
Granice to nie agresja. Chodzi o spokojną wiedzę: możesz mi zrobić to, a nie możesz mi zrobić tamtego. A jeśli nie mogę, po prostu odchodzę, bez skandali, bez gróźb, bez prób zmiany partnera.
Ta wiedza pochodzi tylko z wewnątrz. Nie można jej zdobyć z książek i szkoleń, można ją tylko wydobyć w sobie poprzez szczery dialog z własnymi lękami.
Zamiast więc pytać „dlaczego on mi to robi”, zapytaj „dlaczego pozwalam mu to robić”. Odpowiedź na drugie pytanie otworzy drzwi, które już dawno powinny zostać otwarte.
Cena iluzorycznej miłości jest zawsze wyższa niż się wydaje. Nie mierzy się jej w siniakach czy zszarganych nerwach. Mierzy się ją w latach życia, które mogło wyglądać zupełnie inaczej.
Szczęśliwy. Prawdziwy. Bez strachu w oczach.
Czytaj także
- Dlaczego kryzys w związku zawsze dotyczy nas samych: psycholog o lustrze, w które strach spojrzeć
- Co się stanie, jeśli przestaniesz kontrolować: eksperyment, który uratuje twój związek
