Dlaczego kryzys w związku zawsze dotyczy nas samych: psycholog o lustrze, w którym strach się przejrzeć

Kiedy para przechodzi przez trudny okres, jesteśmy przyzwyczajeni do szukania winnego.

On nie jest wystarczająco uważny, ona jest zbyt wymagająca, oboje są zmęczeni, przepracowani, nie słyszą się nawzajem, donosi korespondent .

Psycholog, którego artykuły zyskują tysiące komentarzy, twierdzi odwrotnie: każdy kryzys w związku – to zawsze projekcja naszego stanu wewnętrznego . To, co wkurza partnera, w rzeczywistości od dawna mieszka w nas samych, po prostu nie chcemy tego zauważyć.

Zdjęcie: Pixabay

Prawo lustra działa bezbłędnie: jeśli denerwuje cię, że mężczyzna zawsze siedzi w telefonie, zadaj sobie pytanie, co sam ukrywasz za gadżetami. Jeśli kobieta zrzędzi na każdy drobiazg, być może po prostu odzwierciedla twojego wewnętrznego perfekcjonistę, który nie zawodzi ani ciebie, ani innych.

Brzmi jak tania psychologia? Być może. Ale to właśnie w tej prostocie tkwi najgłębsza mądrość, potwierdzona tysiącami godzin praktyki terapeutycznej.

Badania pokazują, że pary, które obwiniają swojego partnera podczas kłótni, rozpadają się znacznie częściej niż te, które chcą poradzić sobie z własnymi wyzwalaczami. Ponieważ obwinianie jest łatwiejsze niż zagłębianie się w siebie.

Kiedy krzyczymy „wkurzasz mnie”, tak naprawdę krzyczymy „boję się zobaczyć to w sobie”. Partner staje się ekranem, na który rzutowane są wszystkie tłumione emocje, lęki i niezrealizowane pragnienia.

Jest to szczególnie dotkliwe w tak zwanych związkach współzależnych, w których ludzie dosłownie trzymają się siebie nawzajem nie z wielkiej miłości, ale z niemożności bycia samemu ze sobą. Tam lustra działają z potrójną siłą.

Osoba z traumą odrzucenia z dzieciństwa dostrzeże chłód nawet w najbardziej troskliwym partnerze. Po prostu nie wie, jak postąpić inaczej, jego wewnętrzny filtr jest ustawiony na szukanie niebezpieczeństwa.

I dopóki ta trauma nie zostanie przepracowana, nawet stukrotna zmiana partnera – obrazu nie zmieni. Pojawi się ktoś, kto w kółko będzie potwierdzał: „jestem odrzucony, nikt mnie nie potrzebuje”.

Psychologowie nazywają to „powtarzaniem scenariusza”. Mózg wybiera to, co znajome, choć bolesne, ponieważ jest w tym przewidywalność, a zatem iluzja bezpieczeństwa.

Jest jednak dobra wiadomość. Kiedy osoba zaczyna szczerze patrzeć na swoje cienie, partner przestaje być wrogiem i staje się sprzymierzeńcem. Ponieważ nie ma już o co się kłócić.

Kiedy jestem zły nie na ciebie, ale na mój własny ból z dzieciństwa, który przypadkowo zraniłeś, rozmowa idzie w zupełnie innym kierunku. Nie ma już agresji, tylko szczerość i chęć bycia wysłuchanym.

Praktyka pokazuje: najsilniejsze pary to te, w których oboje są gotowi wziąć odpowiedzialność za swoje uczucia. Gdzie nikt nie krzyczy „to wszystko twoja wina”, a każdy pyta „co we mnie teraz zareagowało na twoje słowa”.

Oczywiście wymaga to odwagi. Łatwiej jest żyć w iluzji, że idealny partner gdzieś tam jest, tylko jeszcze się nie spotkaliśmy. Że z inną osobą wszystko będzie inne, łatwe i gładkie.

Nie będzie. Dopóki nosisz w sobie nieprzetworzone skrypty, każdy związek będzie się o nie potykał. Każdy partner będzie wydawał się niewłaściwy, nie taki sam, nieidealny.

Kryzys to nie koniec. To zaproszenie do dialogu z samym sobą. A jeśli przyjmiesz to zaproszenie, możesz odkryć, że za powierzchnią lustra nie kryje się potwór, ale prawdziwy ty.

To, czego tak długo szukałeś i nigdy nie mogłeś znaleźć.

Czytaj także

  • Co się stanie, jeśli przestaniesz mieć kontrolę: eksperyment, który uratuje twój związek
  • Jak zrozumieć, że to miłość, a nie nawyk: test psychologa

Share to friends
Rating
( No ratings yet )
Praktyczne porady i lifehacki na co dzień