Kontrola jest najpopularniejszym narkotykiem w związkach.
Kontrolujemy gdzie jest partner, z kim, o której przychodzi, co jadł na obiad, do kogo się uśmiechał, o kim myślał, donosi korespondent .
Psychologowie biją na alarm: całkowita kontrola zabija intymność skuteczniej niż jakiekolwiek kłótnie i zdrady. Ponieważ tam, gdzie zaczyna się kontrola, kończy się zaufanie, a miłość nie może istnieć bez zaufania.
Zdjęcie: Pixabay
Eksperyment, który proponują przeprowadzić terapeuci rodzinni brzmi przerażająco: spróbuj przez miesiąc w ogóle nie kontrolować swojego partnera. Nie wysyłaj SMS-ów „gdzie jesteś”, nie sprawdzaj telefonu, nie żądaj raportów.
Reakcja na tę sugestię zwykle mówi więcej o stanie związku niż jakikolwiek test. Jeśli jesteś przerażony na samą myśl o tym – oznacza to, że problem jest poważniejszy niż się wydaje.
Eksperci od pracy z lękiem wyjaśniają: kontrola jest zawsze próbą poradzenia sobie z naszym własnym lękiem. Boimy się straty, boimy się bycia oszukanym, boimy się bycia niechcianym.
Próbujemy się zabezpieczyć, trzymając partnera na krótkiej smyczy. Tylko że smycz dusi oboje. Tego, który jest trzymany – ponieważ pozbawia go to wolności. Tego, który jest trzymany – ponieważ zawsze trudno go utrzymać.
Badania pokazują, że pary, w których istnieje wysoki poziom zaufania i autonomii, czują się znacznie szczęśliwsze niż te, w których partnerzy są do siebie przyklejeni. Paradoks polega na tym, że wolność zbliża do siebie bardziej niż klatka.
Kiedy osoba wie, że nie jest trzymana siłą, ale wybierana dobrowolnie każdego dnia, daje to poczucie bezpieczeństwa, którego nie można porównać z żadną kontrolą. Ponieważ nie można być miłym na siłę, działa to w obie strony.
Psycholog zauważa: jeśli wewnętrzne uczucia są sprzeczne z zewnętrznym zachowaniem, pojawia się nieznośny dyskomfort. Możesz się uśmiechać i udawać, że wszystko jest w porządku, ale w środku będzie narastać napięcie.
Kontrolerzy zazwyczaj dokładnie tak żyją. Na zewnątrz – troskliwy mąż lub żona, wewnątrz – wieczny strach i napięcie. Nie można się zrelaksować ani na chwilę, na wypadek gdyby coś poszło nie tak.
Ale odpuszczając kontrolę, mamy szansę zobaczyć prawdziwego partnera, a nie naszą projekcję. I często okazuje się, że on wcale nie zamierza uciekać, zdradzać, oszukiwać. On po prostu chce odetchnąć.
Tu nie chodzi o obojętność i bylejakość. Chodzi o poszanowanie odrębności innych ludzi. Chodzi o uznanie, że twój partner nie jest twoją własnością, ale inną osobą, która ma prawo do własnych pragnień i własnej przestrzeni.
Najstraszniejszym mitem, który trzyma ludzi pod kontrolą, jest „jeśli nie będę miał kontroli, wszystko się rozpadnie”. W rzeczywistości to kontrola sprawia, że wszystko się rozpada. Dusi, opuszcza, ukrywa się.
Eksperyment z rezygnacją z kontroli zwykle pokazuje coś przeciwnego: kiedy presja znika, partnerzy zaczynają sami do siebie docierać. Bez rozkazów, bez manipulacji, bez poczucia winy.
Ponieważ bycie dla siebie nawzajem, gdy nie jesteś przytrzymywany, jest jedynym sposobem, aby naprawdę być. Wszystko inne jest więzieniem zwanym „miłością”, z którego chcesz uciec przy pierwszej okazji.
A jeśli chcesz zaryzykować i przeprowadzić ten eksperyment, przygotuj się na to, że pierwsze kilka tygodni będzie przerażające. Strach będzie szeptał: wróć do starego, tam jest bezpiecznie. Ale stare bezpieczeństwo było iluzją.
Nowa rzeczywistość będzie wymagała odwagi. Ale w niej w końcu zobaczysz: nie jesteś opuszczony, kiedy odpuszczasz. Zostajesz wybrany. I to jest zupełnie inny związek.
Czytaj także
- Jak uświadomić sobie, że to miłość, a nie nawyk: test psychologa
- Co się stanie, jeśli się nie pokłócisz: ukryte zagrożenie idealnych związków

